czwartek, 23 listopada 2017

Jesienna równowaga z Inką

Rodzice przy spotkaniach rodzinnych lubią opowiadać różne historię z naszego dzieciństwa. Historię o złamanej ręce mojego brata słyszał już chyba cały Poznań, a historią o tym, że wyrzuciłam moją siostrę z wózka zainteresował się już MOPS. W trakcie jednego takiego spędu rodzinnego dowiedziałam się, że jako małe (2-3 letnie) dziecko spijałam kawę ze szklanek mojego dziadka gdy tylko nie patrzył. Nie szokuje mnie to zbytnio, bo mój tata pije chyba z 10 kaw w ciągu doby, siostra aktualnie udaje, że przestała pić, bo odczuwa brak magnezu, ale też piła dość sporą ilość (siostrzyczko trzymam kciuki!), więc picie tego czarnego trunku mamy w genach (no może nie do końca czarnego, bo wszyscy używamy mleka).

Na studiach uzależniłam się od kawy i mówię to całkiem poważnie. Pracowałam w kawiarni, w której jedynym darmowym trunkiem dla pracowników była kawa z ekspresu, a że jestem rdzenną poznanianką i lubię kawę, nie piłam niczego innego. W pracy piłam mocną kawę sypaną, w domu rozpuszczalną i napoje energetyczne do nauki. Niezbyt zdrowo, co? Przy którymś egzaminie wypiłam w ciągu 12 godzin 6 kaw i 3 energetyki. Boże, co ja miałam w głowie? Pół nocy zamiast nad książkami spędziłam w wc nad sedesem. I dobrze, bo potem przyszedł okres, w którym kawy nie lubiłam. Znacie ten stan, kiedy po dobrej imprezie mówicie, że już nigdy nie będziecie pić? Ja też tak mówiłam, ale nie dotyczyło do napojów alkoholowych, a zdanie "czym się strułeś tym się lecz" do mnie nie przemawiało. Jednak po jakimś roku od tego zdarzenia wróciła mi miłość do tego zacnego trunku.

No i tak sobie piłam te kawy, oczywiście w ilości znacznie mniejszej niż wcześniej. Poranek bez "małej czarnej" był niemożliwy, a i w ciągu dnia czasem wypiło się jeszcze jedną. Gdy dowiedziałam, się, że jestem w ciąży zaczęłam się zastanawiać czy mogę ją dalej pić. W czasie pierwszego trymestru cały czas byłam senna. Zasypiałam ciągle, wszędzie i w każdej pozycji, więc nie wyobrażałam sobie życia bez kawy i ją piłam. Jednak w późniejszym czasie przerzuciłam się na kawę zbożową- inkę. 

Na początku trudno było mi się przestawić, bo smak jednak znacząco się różni, jednak po pewnym czasie Inka zaczęła mi bardziej smakować od chemicznej kawy rozpuszczalnej. Swoją drogą mój lekarz ginekolog mawia, że lepiej wypić 3 kawy z ekspresu niż jedną rozpuszczalną, bo ilość kawy w kawie rozpuszczalnej jest niewielka ;) Jednak kawa zbożowa zdecydowanie polecana jest kobietom w ciąży, a także kobietom karmiącym piersią. Nie tylko jest zdrowa, ale także korzystnie wpływa na laktację. Przewodnicząca Zarządu Oddziału Polskiego Towarzystwa Dietetyki w Łodzi Jolanta Krzyżanowska mówi, że cykoria zawarta w kawie zbożowej, zawiera prebiotyki, które pośrednio przez mleko matki poprawiają trawienie i zwiększają apetyt niemowląt. Ponadto kawa zbożowa jest napojem niskokalorycznym, obniża poziom złego cholesterolu we krwi czy jest źródłem tak ważnego dla naszego organizmu błonnika. Dodatkowo nie zakwasza organizmu i nie wypłukuje z organizmu magnezu. A skoro już o magnezie mowa...

Jakiś czas temu cierpiałam na rwący ból w obu łydkach. Nie był to typowy skurcz, w dzień przeszkadzał mi w chodzeniu, w nocy nie dawał spać. Miałam wrażenie, że moje łydki są ciągle zimne. Zwaliłam wszystko na zakwasy, no bo skoro ćwiczę, to zakwasy są naturalną koleją rzeczy. Ale rozmasowywanie nic nie dawało, różne maści także. Pragnę dodać, że wróciłam do picia zwykłej kawy, ze względu na wieczne niewyspanie. Któregoś dnia jak tak narzekałam na swoje nogi, Krzysiek stwierdził "Ej... a może wypij magnez co?" Nad głową zapaliła mi się żółta lampka, momentalnie poszłam zrobić to o czym powiedział. I wiecie co? Jak ręką odjął. Karmienie piersią, kawa kofeinowa, to wszystko zbiegło się w czasie i wypłukało z mojego organizmu ten ważny pierwiastek. Wtedy właśnie znalazłam w sklepie inkę z magnezem. Przeprosiłam się z kawą zbożową i codziennie rano popijając ciepłą (choć nie zawsze :D) kawę, suplementuję swojemu organizmowi magnez i Wam też polecam. Nie bądźcie negatywnie nastawieni, wypróbujcie, a być może jak ja, przekonacie się do kawy zbożowej i razem z Inką, łącząc przyjemne z pożytecznym, złapiecie jesienną równowagę. 





czwartek, 16 listopada 2017

Moja pierwsza "dorosła" kąpiel

[Idalia] Wiecie co? Od urodzenia lubię wieczory. Moja mama i tata ściągają mi ubranka i wsadzają do ciepłej wody. Jest to bardzo przyjemne. Oni mówią na to kąpiel. No więc lubię kąpiele! Na początku trochę się bałam, ale wiedziałam, że mogę zaufać mamie i tacie. Wiedziałam, że mnie nie puszczą. No więc w pierwszych miesiącach życia rodzice wkładali mnie do małej wanienki w pieluszce tetrowej żebym czuła się bezpieczniej. To działało! Czułam się tak! Woda ładnie pachniała i ja potem też ładnie pachniałam. Najmniej przyjemne było wyciąganie z tej wody. Brrr! Zimno jest! Chyba nikt tego nie lubi nie? Bo Wy, duzi ludzie też wieczorami się kąpiecie nie? Ale chyba macie większe wanienki... Musicie mieć większe, przecież byście się nie zmieścili... I na pewno nie lubicie z nich wychodzić tak jak ja ze swojej. Całe szczęście mama albo tata szybko zaczynali mnie wycierać i ubierać w milusie ubranka. Robili też jakąś serię przedziwnych czynności, coś z oczkami, noskiem i włoskami. O, i dawali mi jakiś płyn... Zasłyszałam, że to witamina D, która jest mi potrzebna. No dobra. Wierzę im. Co prawda nie smakuje jak mleczko, ale i tak jest dobre. Potem mamusia dawała mi jeść i kładłyśmy się razem. Na dworze robiło się ciemno. Zasypiałam.

I tak codziennie (no prawie, bo czasem wracaliśmy do domu jak już było bardzo, bardzo ciemno i byłam zmęczona, więc zasypiałam wcześniej) powtarzaliśmy tę czynność, ale pewnego dnia coś się zmieniło. Rodzice założyli mi na głowę różowe koło (baby swimmer) i włożyli do dużej wanienki! To chyba oznacza, że jestem już tak duża jak oni! Mogłam pływać, a oni nawet mnie nie trzymali! Przekręcałam się z plecków na brzuszek i odwrotnie, nawet dali mi do zabawy jakieś wodne zabawki (kaczuszki) i mogłam się bawić w wodzie! Było cudownie!
[Agnieszka] Idalia przestała się mieścić do wanienki, więc postanowiliśmy spróbować z normalną wanną. Baby swimmer okazał się super sprawą, Ida była wniebowzięta, widać było, że czuje pełną swobodę ruchów. Czasem aż za bardzo, bo przekręcając się nie raz napiła się wody krztusząc się i przyprawiając nas o zawał serca. Pierwsza kąpiel była typowo zapoznawcza, ale spodobała się nam wszystkim.

[Idalia] I tak kąpałam się w tej dużej wannie, mama i tata mnie doglądali i było super! Ale za którymś dniem tatusia nie było w domu i mamusia znów włożyła mnie do mojej małej niemowlęcej wanienki. Nie podobało mi się to. No bo skoro już kąpałam się w dużej, to znaczy, że jestem duża jak rodzice, a oni nie kąpią się w małej wanience. Więc chlapałam wodą dużo. Kopałam nóżkami i machałam rączkami. Nie chciałam tak. Kąpiel trwała krótko, bo mama nie była zadowolona z tego, że wszystko pomoczyłam. No trudno. Niech wie, że ja już nie potrzebuje tej wanienki.
[Agnieszka] Kąpaliśmy Idalię w wannie jak byliśmy w dwójkę w domu. Krzysiek pomagał mi zakładać dmuchane koło czy łatwiej było zawinąć małą w ręcznik. Kiedy poszedł do pracy nie wiedziałam totalnie jak się za to sama mam zabrać, więc wróciłam do jej niemowlęcej wanny. Nie była zadowolona, a ja w trakcie kąpieli byłam niemalże tak samo mokra jak ona. W ten oto sposób zrezygnowaliśmy na dobre z mycia w wanience dla niemowląt.

[Idalia] Udało się! Dzień później znów wylądowałam w wannie rodziców! I mogłam chlapać i pływać! Cieszyłam się! A wiecie co? mama i tata coś mówili o jakiejś niespodziance, że następnego dnia będę miała wykąpać się z mamą! Nie wierzyłam własnym uszom! Kąpiel z mamą! To będzie ekstra!
[Agnieszka] W wielu miejscach czytałam, że rodzice kąpią się ze swoimi dziećmi. Wiem, że moi czasem kąpali się ze mną, a Krzyśka mama z nim. Każdy z nas ponoć miał z tego niezłą frajdę. Wykorzystując wolne Krzyśka i wspólny wieczór postanowiłam wskoczyć z małą do wody.

[Idalia] Tata jak co wieczór zaczął mnie przyszykowywać do kąpieli. Kiedy weszliśmy do pomieszczenia z dużą wanną (rodzice chyba mówią na nie "łazienka") zobaczyłam, że czeka już tam na mnie mama! Ale fajnie, ale fajnie! Tata mnie jej podał i razem się kąpałyśmy! Nawet goniłyśmy kaczuszki po całej wannie! Było ekstra, aż nie chciałam wychodzić. Nie miałam na głowie tego dziwnego koła, bo wiedziałam, że mama mnie ochroni przed wszystkim co złe. Bawiłyśmy się tak jakiś czas, ale nagle rodzice stwierdzili, że woda zrobiła się już za zimna i tata wyjął mnie z wody.
[Agnieszka] Kąpiel z dzieckiem wymaga odpowiedniego przygotowania. Nie można od tak wskoczyć sobie do wanny. Kiedy Krzysiek szykował małą do kąpieli, ja wzięłam sobie szybki prysznic, aby ograniczyć ilość brudu do zera. Dopiero wtedy zaczęłam napuszczać wodę do wanny i szykować wszystko do naszej wspólnej kąpieli. Obecność Krzyśka była więc niezbędna. Ponadto kiedy on wziął Idalię do ubierania, ja ze spokojem mogłam się wytrzeć i sama ubrać. W przypadku kiedy byłybyśmy same chyba cała mokra musiałabym lecieć do pokoju, żeby szykować małą do snu, a siebie ogarnęłabym później. Dość niewygodne, a zimno mi na samą myśl.

[Idalia] No więc z mamą kąpałyśmy się już dwa razy! Potem znów myła mnie sama, bo tatusia nie było. Ale nie chciałam już tego dziwnego koła, bo krępuje moje ruchy! Więc zaczęłam płakać i mama mi je zdjęła. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś to powtórzymy! A może z tatą się wykąpię? Byłoby ekstra! Już nie mogę się doczekać! 
[Agnieszka] Kąpiel z maluchem to super sprawa, polecam całym serduszkiem. Radość dziecka jest nieopisana i bezcenna, a przecież chcemy by nasze dzieci jak najwięcej się uśmiechały, prawda? Idalia uwielbia wodę, więc zapisaliśmy ją na basen! Startujemy już 16 grudnia! Dam znać jak wrażenia! 


Dołączcie do nas na facebooku! Piegusowelove zapraszam!

poniedziałek, 13 listopada 2017